Query: SELECT `News`.`id` FROM `news` AS `News` WHERE 1rray AND id < 16 ORDER BY `id` DESC LIMIT 1
Query: onError
Query: SELECT `News`.`id` FROM `news` AS `News` WHERE 1rray AND id > 16 ORDER BY `id` ASC LIMIT 1
Query: onError
| 17 Lutego 2005 | Nie ma wody na pustyni.... |
Tylko naiwni mogą uwierzyć w powyższy tytuł. My, ambitna reprezentacja golfistów Diners Club Polska na pewno w takie bajki nie wierzymy. A zwłaszcza po tegorocznym turnieju na pustynnym polu w sercu Zjednoczonych Emiratów Arabskich czyli, w Dubaju. Lało jak z cebra. Przez dziesięć lat golfowej mordęgi nigdy jeszcze na żadnym turnieju, na żadnym polu nie zmokłem tak jak na pustyni wokół pola Desert Course w Arabian Ranches. Cóż tam ja, gość zaledwie, szary członek drużyny, ale nasz przywódca prezes DCI Polska Marek Smolarz wylewał wiadra wody z kieszeni, z rękawów a nawet z kart kredytowych. Gospodarze potwornie zażenowani zaklinali się na wszystkie świętości, że to pierwszy raz w historii tego najbogatszego przecież państwa świata lało dzień cały bez chwili przerwy. Skoro tacy bogaci to mogli ten deszcz przesunąć... Oczywiście turniej, jak co roku, był znakomity. Organizacja fantastyczna i 20 narodowych reprezentacji nie chciało wracać z gorącego świata złota, elektroniki i szejków z czterema żonami. Polska reprezentacja starała się jak mogła i jak w poprzednich latach bywało zajęła z góry upatrzone pozycje... Nie mogło być jednak inaczej, gdy nasz wspaniały profesjonalista Tony Dixon uderzał za daleko a z kolei niżej podpisany wraz z Mieciem S. uderzali za blisko. Jeden jedyny Mateusz Kusznierewicz grał jak natchniony, ale czy jeden może zastąpić czterech? Pro mieliśmy rzeczywiście wspaniałego. W latach siedemdziesiątych grał w European Tour i opowiadał o tym podczas każdego, kolejnego poszukiwania swojej piłki na pustyni. Uczciwie przyznać trzeba, że łatwiej trafić szóstkę w lotto niż piłką w fairway, zwłaszcza na tym pustynnym polu. Dla równowagi kolejne pole, słynny Emirates Golf Club blisko hotelu, w sercu miasta i bez deszczu było może nieco szersze za to piekielnie daleko. Nic dziwnego, że po pierwszym dniu prowadziła kobieca drużyna z Finlandii. Dzielne córki drwali miały jednak nieco łatwiej, bo grały z czerwonych tee. Na koniec wygrała Szwajcaria bądź, co bądź bardziej jednak bliższa branży bankowej i kart płatniczych. My spisywaliśmy się bardzo dzielnie w konkurencji ujeżdżania wielbłądów (zwłaszcza Mateusz w chuście i białej todze wyglądał na dwugarbnym zwierzęciu jak przybrany syn naczelnego szejka). Nieźle wypadaliśmy także w znoszeniu toastów za potęgę golfa. Dla potomnych przekażmy, że Polskę w 2005 Diners Club International Pro-Am reprezentowali: Tony Dixon, Mateusz Kusznierewicz, Mieczysław Skołożyński i Andrzej Person.
Autor: Andrzej Person | |